BIRMINGHAM, 2008-07-18 --
To już ostatnia notka na tym blogu.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy, jak powiada przysłowie. Ten etap mojego życia - mimo, że o wiele dłuższy niż kiedykolwiek przypuszczałem - zamyka się szczęśliwie: od września będę studentem upragnionego wydziału, zwycięsko wyszedłem z zimowego starcia z depresją, a przy okazji wiele moich "demonów przeszłości" zostawiłem na zawsze ze sobą. Viagra tanieje, więc na dyskotekach dla gimnazjalistów mogę udawać, że wciąż jeszcze mogę, a coraz doskonalsze farby do włosów pomagają ukryć postępującą siwiznę. Zarabiam krocie pozując nago na przyjęciach u rosyjskich oligarchów. Teoretycznie więc wszystko jest super.
Jak to wygląda w praktyce wie każdy, kto spędził dłuższy okres poza domem (choć nie sądzę, by dla kogokolwiek z Was były to 4 lata). Prawda jest taka, że niewyobrażalna tęsknota za tym, co się zostawiło nie odstępuje ani na chwilę. Czasami myślę, że chciałbym być jednym z tych ludzi, którzy nie mieli nic do stracenia, którzy przyjechali tu zacząć wszystko na nowo; samotnicy, dziwacy, których spotykam czasem w różnych sytuacjach i którzy mówią, że niczego nie żałują i mówią, że nie mają do czego wracać.
Ci z Was, którzy znają mnie nie od dziś, wiedzą, że pod skorupą cynika i błazna kryje się sentymentalny idiota. Dla mnie co lato jest lato 1997 czy 2003, co zimę wracam myślami do minionych Sylwestrów, na wiosnę "serce pojemne jak przedwojenna wanna" przywołuje wspomnienia spacerów we dwoje, zaś muzyka między nutami niesie obrazy z przeszłości.
W założeniu miało to jednak być miejsce nie na ckliwe wynurzenia a felietony, z przymrużeniem oka opisujące to, co się w ostatnich latach tutaj działo. Czy to się powiodło? Nie mnie to oceniać, choć od początku wiedziałem, że nie będę w stanie pisać wystarczająco często, by zaglądało się tutaj jak do starego Katza na piwo.
Czy będzie nowy blog? Pewnie tak, choć obiecać nie mogę. Okres do września to "cisza przed burzą": przez kolejny rok mogę nie mieć czasu przejrzeć co rano przepisów kuchni chińskiej na www.gorące-kociaczki.com.pl, a co dopiero pisać o tym, co fajnego gra mi w ajpodzie. (Cholera, ręce śmierdzą mi rybą - dziś na obiad z czeluści zamrażarki wydobyłem kawałek plamiaka, którego eksperymentalnie zrobiłem z imbirem, czosnkiem i kolendrą, nawet całkiem niezły wyszedł).
Na zakończenie zapraszam do przeczytania raz jeszcze (a może i po raz pierwszy) moich ulubionych tekstów z Archiwum:
Tankowanie nocą, czyli jak Katz przewidział obecny kryzys paliwowy - wrzesień 2005,
Nazywam się milion, czyli zanim pół miliona wróciło - luty 2006,
Pogoda dla Luftwaffe oraz Cyfrowy lokator - maj 2006,
Ave Satan, czyli Gilmour w Londynie - czerwiec 2006,
Piździ po chuju i Z życia kibica - lipiec 2006,
Udar, czyli odrobina upału i Angol się gubi - sierpień 2006,
Zapiski paranoika - wrzesień 2006,
Z notatnika kinomana - październik 2006,
Podróże małe i duże - grudzień 2006,
Katz wyręcza Urbana, Plebejski Nowy Rok oraz Arystokracji żal - styczeń 2007,
15 powodów (i powódek?) - marzec 2007,
Seks to zdrowie - kwiecień 2007,
Mów do mnie "Leszku" - lipiec 2007,
Artystyczne uniesienia - październik 2007,
Jak zostałem gwiazdą Hollywood - listopad 2007,
Żydzi i cykliści - grudzień 2007
Trzymajcie się, kochani.
Wasz,
Katz
skomentuj (3)
BIRMINGHAM, 2008-05-31 --
skomentuj (0)
BIRMINGHAM, 2008-05-18 --
...czyli co Katzowi czasem trafia się w tłumaczeniach:
"Analiza orzecznictwa i piśmiennictwa w przedmiocie możliwości różnicowania długości przerwy na lunch w zależności od zajmowanego stanowiska oraz telefoniczne konsultacje w tej sprawie".
Piękne.
skomentuj (3)
BIRMINGHAM, 2008-05-12 --
Zamieszczam spóźnione migawki ze spotkania z Lukim w Oxfordzie jakieś 3 tygodnie temu. Łukasz ze swoją uroczą narzeczoną Klaudią zjechali na koncert grupy James. Nie znam, ale dostałem do posłuchania kilka kawałków i... podobało mi się.
Powyższe zdjęcie nawiązuje do tego, że Luki poświęca się ostatnio wykładom i rozmaitym innym imprezom związanym z promocją swoich dwóch książek o Kazimierzu Nowaku, poznańskim podróżniku okresu międzywojnia, który w latach 30. przemierzył Afrykę na rowerze (a gdy rower się popsuł, to czym się dało).
To wersja dla dorosłych...
...a to dla dzieci.
Nawet dedykację dostałem ;)
Zainteresowanych szczegółami całej historii zachęcam do poszperania w artykułach prasowych online, a poza tym oczywiście do lektury samej książki. Łukaszowi, mimo że Dodą nie jest (choć śpiewa równie uroczo), udaje się przedrzeć się co jakiś czas przez medialny zgiełk - gościł w kilku telewizjach, audycjach radiowych i większości gazet. Do tego doliczyć można rozmaite happeningi. Tak było na przykład pod koniec kwietnia w Warszawie (zdaje się, że przy okazji Masy Krytycznej):
Oczywiście korzystając z okazji kolektyw życzy koledze KO-wcowi samych sukcesów w dalszym szerzeniu słusznych idei!
skomentuj (0)
BIRMINGHAM, 2008-05-02 --
Jak pisze "Cooltura", w przeciwieństwie do akcentu z Yorkshire, ten z
Birmingham może nadal zaszkodzić. Bardziej ambitni mieszkańcy
Birmingham, potocznie zwani przez Brytyjczyków „Brummies”, pozbywają
się nosowych głosek, które według badań naukowców szkodzą w karierze i
są przez słuchaczy odbierane jako synonim głupoty i wyraźnego braku
inteligencji. Więcej, ludzie, którzy milczą – jak wykazał eksperyment
naukowy – otrzymują większe zaufania niż ci, którzy mówią z akcentem z
Birmingham.
Ku zdumieniu badaczy okazało się, że, pomimo iż akcent "Brummies" nadal
kojarzy się z brakiem inteligencji, a nawet z wysokim poziomem
przestępczości, tak pewne akcenty regionalne nie noszą już dawnego
piętna i ten z Yorkshire okazał się bardziej atrakcyjny niż angielski
królewski, czyli "received pronunciation"- podkreśla "Cooltura".
(za portalem Onet)
skomentuj (1)
BIRMINGHAM, 2008-04-25 --
Nieco spóźnione migawki z weekendu w Londku z Mafią i Kozą. Koza miała urodziny, więc ściągnęlismy ją z Gdańska na angielską ziemię celem spotkania po latach. Świat jest mały - współlokatorką Mafii jest Włoszka, która spędziła zeszłe lato ucząc włoskiego w Dudley niedaleko Birmingham i zna Matta, pewnego stukniętego Niemca, którego ja z kolei poznałem w zeszłym roku w szkole językowej.
W sumie lubię Londyn. Dziwaczne miasto, uciążliwe i męczące, ale coś w sobie ma.
skomentuj (5)
BIRMINGHAM, 2008-03-29 --
skomentuj (4)
|
Aktualnie słuchane:
Coldplay Viva la vida
NoSound Lightdark
No-Man Schoolyard ghosts
Gabriela Kulka Out
Schiller Sehnsucht
Fotogalerie
Barcelona 03/2008
Cambridge 3/10/07
Wystawa 1/10/07
Imprezy 03-06/2007
Lake District 08/2006
Interrail 08/2005
Przyjaciele
Florysta onanista
Florysta artysta
Kaszmirowa Tylda
Z Lukim i Kaziem za pan brat
Brum Brum
Kochaj miasto swoje
Z pieśnią na ustach
Napisz do cioci
Nudzi ci się?
Pierdyknij mesydż do autora
Numery archiwalne
Korzystając z linków poniżej można uzyskać w pełni darmowy dostęp do archiwaliów The Birmingham Experience. Nie jest to jednak zalecane ze względu na wysoką szkodliwość społeczną czynu.
2008 lipiec maj kwiecień marzec styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień wrzesień
|